Wiarygodność w komunikacji Dewatripont M., J. Tirole, "Modes of communication", 2005

Artykuł Mathiasa Dewatriponta i Jeana Tirole’a (2005)1 to jeden z tych niewielu przykładów wygenerowania całego repertuaru ciekawych wyników z pomocą genialnie prostego modelu. Jako mikroekonomistka zazdroszczę pomysłu, jako blogerka spieszę zapoznać Was z tą pracą.

Rzecz jest, najprościej mówiąc, o efektywnej komunikacji i opiera się na prostej obserwacji, że do wymiany informacji, jak do tanga, trzeba dwojga. Zarówno nadawca, jak i słuchacz muszą podjąć pewien wysiłek, aby, z jednej strony, właściwie przekazać komunikat, a z drugiej, daną informację przyswoić i zrozumieć. Co więcej, wysiłek musi być obustronny – lichego wykładu nie zrozumie nawet gorliwy student, a opornego słuchacza nie przekona i wybitny mówca. W bazowym modelu nadawca – ekspert i odbiorca – słuchacz podejmują jednocześnie decyzję o tym, jak duży wysiłek włożyć w rozmowę. W równowadze – czyli gdy wszyscy są zadowoleni – albo obaj interlokutorzy podejmują wysiłek, albo obaj rezygnują z trudu komunikacji. Tu zaskoczenia nie ma.

To, co jest nowe, ciekawe i oryginalne, zaczyna się, gdy do tej gry dodamy etap wstępny. Konkretniej zanim dojdzie do wymiany informacji, ekspert może zasygnalizować swoją wiarygodność. W przeciwieństwie do “twardej” wiedzy, której przekazanie wymaga sporego wysiłku – np. wyłuszczenia przed pacjentem zdobytej przez lata wiedzy medycznej – sygnał o wiarygodności jest stosunkowo tani. Ot, wystarczy wspomnieć, że ma się specjalizację z otorynolaryngologii, ewentualnie pokazać dyplom albo chociaż kitel2.

Po zaprezentowaniu kitla, tudzież dyplomu, dochodzi do komunikacji właściwej, dotyczącej spraw poważnych i trudnych do wyjaśnienia… Albo i nie dochodzi. Okazuje się bowiem, że sygnalizacja eliminuje potrzebę podejmowania wysiłku wymiany informacji, jeśli tylko ekspert objawił się oczach słuchacza jako bardzo wiarygodny, bądź też bardzo mało wiarygodny. W pierwszym przypadku, odbiorca zaufa dowolnym słowom eksperta, w drugim, będzie głuchy na każde argumenty. W pośrednim przypadku, gdy ekspert robi wrażenie wiarygodnego, ale do absolutnego autorytetu trochę mu brakuje, komunikacja ulega poprawie – obie strony wkładają w rozmowę więcej wysiłku niż w modelu bez możliwości zasygnalizowania kompetencji. Nadawca bardziej się stara przekazać wiedzę, odbiorca bardziej się stara ją przyswoić. Krótko mówiąc, pełna współpraca.

Z punktu widzenia miłośniczki szerzenia wiedzy, pozostaje mi życzyć Wam samych niedoskonałych autorytetów3 🙂


  1. Mathias Dewatripont, Jean Tirole, “Modes of Communication”, JPE 2005 

  2. choć z tym lepiej uważać – kitle noszą też malarze 

  3. i mniej irytujących uwag w stopce