©entomart, via Wikimedia Commons

(Nie tak) stronnicze media Oliveros S., F. Várdy, "Demand for Slant: How Abstension Shapes Voters' Choice of News Media", 2015.

We live in a country in which many people live in information cocoons in which they only talk to members of their own party and read blogs of their own sect.
(David Brooks, New York Times, 2010)

Kiedyś zdobywanie informacji było proste: włączało się “Dziennik Telewizyjny” i tam było wszystko, co obywatel musiał wiedzieć.1 Nawet po 1989 roku, przez długi czas wybór serwisu informacyjnego ograniczał się do włączenia bądź nie wieczornych “Wiadomości”. Dziś nawet zwolennicy tradycyjnej telewizji mają wybór od “Informacji Dnia” TV Trwam po “Fakty” TVN, a użytkownicy internetu mogą korzystać zarówno z popularnych serwisów informacyjnych, opiniotwórczych blogów, jak i spersonalizowanych aplikacji, które same podpowiedzą wiadomości, które użytkownik chce przeczytać.

Konserwatywni katastrofiści w tej proliferacji źródeł wieści o świecie widzieli rychłą śmierć demokratycznego dyskursu – dzięki dostosowaniu przekazu informacyjnego do swoich preferencji, każdy z nas miałby kierować się wyłącznie ku wiadomościom, które potwierdzają nasze oczekiwania. Zjawisko to jest znane w psychologii jako efekt potwierdzenia i rzeczywiście, prowadziłoby do powstania małych kółek wzajemnej adoracji2, czytających tylko to, w co chcą wierzyć i niezdolnych do dyskusji z innymi.3

Czy jednak faktycznie jest tak źle, że zamknęliśmy się już w informacyjnych kokonach? Obserwacja mojej Facebookowej tablicy niekiedy budzi takie obawy – okazuje się bowiem, że w różnych źródłach informacji – i grupach subskrybentów – nie ma zgody nawet co do faktów, nie mówiąc o ich interpretacji. A jak wspominałam w pewnej dawnej notce, nawet te same informacje mogą służyć ugruntowywaniu naszych wstępnych poglądów.

Na pocieszenie dzisiejsi bohaterowie Hummusa, czyli Santiago Oliveros i Felix Várdy4, wyjaśnią, czemu obserwatorzy sceny politycznej mogą celowo szukać przeciwwagi dla własnego błędu konfirmacji, innymi słowy – dobrowolnie wyjść ze swojego informacyjnego kokonu, by skonfrontować się z innym punktem widzenia. A wszystko dzięki temu, że ostatecznie, przy wyborze poparcia dla danej opcji politycznej, mają furtkę bezpieczeństwa w postaci wstrzymania się od głosu.

W modelu Oliverosa i Várdy’ego mamy dwie partie – dla ustalenia uwagi nazwijmy jedną lewicową, a drugą prawicową.5  Wszyscy wyborcy – od lewaków po najprawilniejszych z prawilnych – mają wspólny cel.6 Nie ma natomiast pewności który z dwóch możliwych programów politycznych okaże się skuteczny w jego realizacji.7 Media, które, podobnie jak wyborcy, reprezentują pełne spektrum ideologiczne, mają pewne sygnały na temat stanu świata tj. tego która partia się sprawdzi w realizacji celu. Sygnały te są “poprawne” – wszystkie media częściej obserwują prawdę niż nieprawdę, natomiast precyzja sygnału zależy od profilu ideowego. Media lewicowe mają większe szanse prawidłowo odczytać informację o słuszności postulatów lewicy, podczas gdy gorzej im wychodzi rozpoznanie skuteczności programu prawicowego. Media prawicowe – odwrotnie – w “prawym” stanie świata radzą sobie niemal bezbłędnie, natomiast częściej gubią się8, gdy właściwa okazują się polityka lewicy.

Wyborcy mają swoje poglądy,9 ale przed podjęciem decyzji o poparciu konkretnej partii, mogą skonsultować się z jednym środkiem masowego przekazu. W klasycznym modelu, w którym każdy wyborca musi oddać swój głos, rzeczywiście dochodzi do pełnej segregacji a linia ideowa mediów dokładnie odpowiada poglądom ich czytelników. Autorzy zwracają jednak uwagę, że w rzeczywistości najczęściej wyborcy dysponują jeszcze jedną opcją – powstrzymaniem się od głosu. Ta tylko pozornie nieznacząca możliwość zmienia motywację do pozyskiwania informacji, sprawiając, że podział czytelników między media staje się nietrywialny.

Dlaczego możliwość powstrzymania się od głosu wpływa na wybór źródła informacji? W klasycznym modelu “obowiązkowego głosowania” prawicowy wyborca bardzo nie chce błędnie zagłosować na lewicę. Wybiera prawicowe gazety, bo jeśli tam przeczyta o wyższości postulatów lewicowych, to jest to znak, że naprawdę lewica ma słuszność – w końcu jeśli lider prawicowej partii poleca książkę wydaną przez Krytykę Polityczną, to naprawdę warto ją przeczytać.10 Możliwość niepójścia do urny sprawia, że umiarkowany prawicowiec wie, że w razie sygnału lewicowego nie będzie głosował, a to powoduje, że nie musi już upewniać się, czy aby na pewno wybór lewicy to nie błąd. Zamiast tego może się skupić na sprawdzeniu, czy aby głos na prawicę jest słuszny.11 Osoby o prawicowych poglądach będą zatem wolały informacje stosunkowo mniej stronnicze, aby mieć pewność, że nie utknęły w informacyjnym kokonie. Oczywiście, lewa strona sceny politycznej wygląda symetrycznie.

W równowadze, po obu stronach sceny politycznej będzie nieproporcjonalny duży popyt na media umiarkowane i centrowe, które będą przyciągać dwie grupy czytelników: tych, dla których są one po prostu bliskie ideowo i tych, którzy mają nieco odmienne poglądy, ale szukają konfrontacji, by móc potwierdzić (bądź nie) swoje przekonania. Ten wniosek znalazł potwierdzenie empiryczne.12 Jak zbadali Matthew Gentzkow i Jesse E. Shapiro,13 umiarkowane i centrowe serwisy informacyjne w USA cieszą się znacznie większym powodzeniem, niż wskazywałaby na to polityczna segregacja Amerykanów. A to daje pole do dyskusji.

To, czego brakuje w modelu, to druga strona rynku, czyli strategia mediów. Zapewne jeszcze wrócimy do tematu na Hummusie. A tymczasem zobaczcie jak wyjść z kokonu, i to ładnie!.

Dzisiejszy wpis zdobi zdjęcie barczatki dębówki w swoim kokonie. Autor: entomart, via Wikimedia Commons.


  1. Wbrew pozorom, autorka tych czasów nie pamięta.

  2. Por. echo chamber.

  3. Zob. cytowany na początku felieton w New York Timesie, a w Polsce np. ten z Gazety Wyborczej.

  4. Santiago Oliveros, Felix Várdy, Demand for Slant: How Abstension Shapes Voters’ Choice of News Media, The Economic Journal, Volume 125, Issue 587 (2015).

  5. W oryginalnym artykule autorzy mówią o konserwatystach i liberałach, albo o republikanach i demokratach.

  6. Np. żeby było dobrze. Żeby zredukować bezrobocie, pobudzić demografię, poprawić edukację i służbę zdrowia. I domknąć budżet, oczywiście.

  7. Wiadomo natomiast, że JEDEN z nich taki będzie!

  8. Można by napisać “kłamią”, ale autorzy nie przypisują mediom takich niecnych intencji. Ot, pomyłki dziennikarskie i tyle.

  9. Tu rozumiane jako przekonanie, która partia będzie skuteczna w realizacji celu.

  10. Taaak, wiem, że gospodarczy program PiS nie jest prawicowy, ale jakoś musiałam przemycić to nagranie 😉 Przy okazji: tu piszemy o “Kapitale w XXI wieku”.

  11. Innymi słowy, skoro przez wstrzymanie się od głosu wyborca może całkowicie uniknąć błędu pierwszego rodzaju, może się skupić na minimalizacji błędu drugiego rodzaju.

  12. Właściwie to potwierdzenie empiryczne pojawiło się przed modelem, a model miał wyjaśnić ten fenomen.

  13. Matthew Gentzkow, Jesse E. Shapiro, Ideological Segregation Online and Offline, The Quarterly Journal of Economics, 126 (2011).