Strategia oceny studentów a szanse na rynku pracy

Strategia oceny studentów a szanse na rynku pracy Ostrovsky M., M. Schwarz, "Information Disclosure and Unraveling in Matching Markets", 2010

Artykuł Michaela Ostrovsky’ego i Michaela Schwarza (2010)1 został w zeszłym roku nagrodzony wyróżnieniem dla najlepszego artykułu AEJ: Microeconomics. Nie wiem, co przypadło do gustu recenzentom AEJ, ale wiem, co spodobało się mnie.

Po pierwsze, model jest elegancki matematycznie. Ogólny, bez nadmiaru upraszczających założeń, abstrakcyjny, ale nie przytłaczający. Może nie jest to materiał na leniwe sierpniowe popołudnie, ale jeśli ktoś szuka miłej odmiany od panoszących się w teorii ekonomii modeli liniowych2 tudzież binarnych, to polecam starcie z Ostrovsky’m i Schwarzem.

Po drugie, jak na tak poważną teorię, artykuł jest naprawdę dobrze napisany. Powiedzmy sobie szczerze – spora część prac ekonomicznych jest równie porywająca jak instrukcja obsługi pralki i tylko podwójne espresso pozwala wyciągnąć z nich to, co istotne. I ponownie, Ostrovsky i Schwarz wyróżniają się na tym tle pozytywnie.

Po trzecie, zamiast bawić się w tworzenie nowych odpowiedzi na stare pytania, autorzy znaleźli nietuzinkowy problem badawczy i zagospodarowali go od początku do końca. Chapeau bas, panowie!

Badane zagadnienie wiąże się niejako z problemem oddzielenia cytrynek od wisienek wśród absolwentów wyższej uczelni. A może raczej wisienek najsłodszych od tych nieco mniej słodkich, ale nadal niezłych3. Jak zauważają autorzy, częstą praktyką wśród czołowych amerykańskich uczelni jest zacieranie różnic pomiędzy poszczególnymi absolwentami uczelni, poprzez stosowanie mało zróżnicowanej skali ocen czy nieudostępnianie pracodawcom rankingu studentów. Co najmniej część z tych działań, jak postulują autorzy, jest celowa.

Dlaczego uczelnia mogłaby chcieć ukryć informacje na temat swoich absolwentów? Intuicja jest dość prosta – jeśli przyjmiemy, że atrakcyjne stanowiska na rynku pracy są “dane”4, to poprzez manipulację informacją uczelnia może zwiększyć średnią atrakcyjność zatrudnienia absolwentów.

Rozważmy prościutki przykład5. Załóżmy, że w szkole A i B studiuje po trzech studentów: w każdej szkole jest dwóch pracusiów i jeden leń. Konkurują oni o pięć miejsc pracy. Jeśli uczelnia A zdecyduje się rozróżnić za pomocą ocen dobrych i złych studentów, to uczelni B opłaca się ich nie rozróżniać. W ten sposób wszyscy z B zostaną zatrudnieni, podczas gdy leń z A na pewno zostanie bezrobotny. Antycypując to, uczelnia A może woleć zachować informację na temat zdolności studentów dla siebie i wystawić im identyczne laurki. Co prawda w takim wypadku pracusie mogą nieco stracić (każdy ze studentów ma szansę 1/6 stać się bezrobotny), ale za to uczelnia A może się pochwalić, że średnio 83% – zamiast 67% – absolwentów znajduje pracę.

W bardziej zaawansowanych przykładach “sortowanie” absolwentów będzie miało miejsce, ale na ogół nie będzie ono doskonałe – zatem uczelnia niekoniecznie będzie chciała się chwalić pełnym rankingiem studentów, raczej będzie wyodrębniać grupy osób o podobnym uzdolnieniu.

Oczywiście, zakładamy tu, że uczelnia aktywnie optymalizuje średnią atrakcyjność swoich studentów. Co jednak począć gdy z jakiś powodów nasz akurat uniwerek z jakiś powodów nie przywiązuje wagi do szans absolwentów na rynku pracy? Ostrovsky i Schwarz proponują rozwiązanie, gdy uczelnie udostępniają pracodawcom za dużo informacji6. Ja jednak myślę, że w przypadku wielu polskich uczelni rozróżnienie pomiędzy zdolniachami a leniami jest zbyt słabe – bo np. wszyscy wystarczająco niegłupi dostają taki sam dyplom i z punktu widzenia pracodawcy są “nierozróżnialni”.

I tu wracamy do Akerlofa i hipotezy nt. humanistów. Czy jest prawdziwa? Nie wiem. Ale na miejscu zdolnych studentów (kierunków wszelkich) zadbałabym o to, by mój dyplom sugerował, że jestem w grupie z najlepszymi.

Zdjęcie wykorzystane we wpisie wykonał Phil Campbell. Jest ono dostępne na licencji creative commons.

 


  1. Michael Ostrovsky, Michael Schwarz, “Information Disclosure and Unraveling in Matching Markets”, American Economic Journal: Microeconomics, 2010. 

  2. w makroekonomii są logliniowe, czyli jeszcze gorsze 

  3. Ok, wystarczy już tej owocowej metafory. Brzmi coraz dziwniej. 

  4. tzn. nie ma “tworzenia” nowych miejsc pracy na potrzeby zdolniachów 

  5. mój, bo Ostrovsky i Schwarz takich prostych nie dają 

  6. Ze względu na wewnętrznie narzucony limit długości notki, nie opiszę go w szczegółach, ale napomknę, że wówczas studenci samodzielnie “ograniczają” informacje przez wczesne zawieranie umów zatrudnienia.