Modele ekonomiczne: błędy i wypaczenia (cz. I)

Modele ekonomiczne: błędy i wypaczenia (cz. I) Gilboa I., A. Postlewaite, L. Samuelson i D. Schmeidler, "Economic Models as Analogies", 2012

Wielu ekonomistów uważa swoją dyscyplinę za dobrze prosperującą naukę społeczną opartą na rygorystycznych, nietrywialnych metodach matematycznych i statystycznych. Paradygmat mikroekonomii, postrzegany jako zunifikowane podejście wyjaśniające wszystkie problemy interakcji społecznej, jest zapożyczany również przez inne dyscypliny. Ekonomia cieszy się dużym zainteresowaniem studentów, a zapotrzebowanie na jej profesorów jest wysokie zarówno w świecie akademickim, jak i poza nim. Tym niemniej jej podstawowe założenia są ostro krytykowane przez psychologów1 pokazujących w eksperymentach laboratoryjnych, że założenia te często są błędne.

Czytając Hummusa2 można sobie zadawać pytanie: po co właściwie zajmować się tak uproszczonymi, abstrakcyjnymi modelami? Jeśli założenia ekonomii są całkiem błędne, dlaczego ekonomiści wciąż ich używają? Dlaczego budują wyrafinowane modele matematyczne oparte na tak wątłych fundamentach? To pytanie jest punktem wyjścia dla Itzhaka Gilboa i jego współautorów3.

Fakt, że założenia ekonomii są fałszywe, jest jedną z najsłabiej strzeżonych tajemnic w nauce. Już w latach 50. ubiegłego wieku Milton Friedman uznał, że ten problem był na tyle istotny, że wymagał poważnego potraktowania. Friedman4 postulował, że ekonomiści nie powinni martwić się, czy ich założenia (o zachowaniach indywidualnych) są błędne, o ile ich wnioski (dotyczące zjawisk rynkowych) są względnie trafne. Ta “obrona” Friedmana znalazła się pod ostrzałem krytyków z licznych stron. Co więcej, mikroekonomia zmieniła się od czasu, gdy Friedman przedstawił swoją obronę: jej dziedzina znacznie się rozszerzyła i objęła więcej przykładów zachowania indywidualnego niż w przeszłości.

We wczesnych latach 70. Daniel Kahneman i Amos Tversky rozpoczęli swój wieloletni projekt, który można streścić jako “dowodzenie, że ludzie są irracjonalni”. Amos Tversky zwykł mawiać: “Dajcie mi aksjomat [zachowań indywidualnych], a ja zaprojektuję eksperyment, który go obali”. I rzeczywiście, literatura psychologiczna jest dziś pełna przykładów takich eksperymentów. Po wielu latach, w których ekonomiści właściwie ignorowali projekt Kahnemana i Tverskiego, zmiana zaczęła majaczyć na horyzoncie w połowie lat 90. Od tego czasu ekonomia behawioralna mocno się rozwinęła, a modele ekonomiczne stały się bardziej realistyczne, bo uwzględniono w nich odkrycia psychologów. Mimo to duża część ekonomistów pozostaje sceptyczna w stosunku do tej działki nawet wbrew uznaniu z jakim się spotkała — nagrodą Nobla w 2002 r. dla Daniela Kahnemana. Ta niechęć bynajmniej nie wynika z tego, że uważają oni klasyczne złożenia za dosłownie prawdziwe.

Dlaczego teoria ekonomii angażuje się we względnie trudną, techniczną analizę, gdy jej podstawowe przesłanki są tak mylne? Biorąc pod uwagę te rozmaite naruszenia fundamentalnych założeń ekonomicznych wykazane w eksperymentach psychologicznych, jaki sens ma wyprowadzanie wyszukanych i starannie dowodzonych rozumowań z tych założeń? Dlaczego ekonomiści wierzą, że uczą się czegoś pożytecznego, studiując modele oparte na błędnych założeniach?

Dana dziedzina nauki może czasem sprowadzać się, przynajmniej zasadniczo, do innej dziedziny. I tak chemia zasadniczo redukuje się do fizyki, biologia do chemii i psychologia do biologii. Oczywiście te zależności są wysoce teoretyczne i nikt poważnie nie sugerowałby, że zachowanie krajów powinno być analizowane poprzez badanie ruchu cząstek elementarnych. Tym niemniej często warto myśleć o różnych dziedzinach nauki jako o zależnych od innych dziedzin.

Zazwyczaj im dalej w łańcuchu redukcji, tym więcej podpierania się matematyką. Fizyka jest zapewne najbardziej zmatematyzowaną dziedziną, chemia jest mniej matematyczna, itd. Jednak ekonomia wydaje się wyjątkiem od tej reguły. Ekonomia wykorzystuje rozumowania matematyczne, które wydają się w ogólności bardziej zaawansowane niż te wykorzystywane w psychologii czy nawet biologii. Oczywiście a priori nie ma potrzeby, by bardziej podstawowa dziedzina była bardziej zmatematyzowana niż te, które się na niej opierają. Tym niemniej wspomniany wyjątek, jaki stanowi ekonomia i psychologia, może być wskazówką, że ekonomiści myślą o swoich modelach matematycznych inaczej niż inni naukowcy.

Daniel Kahneman odnotował kiedyś, że psychologowie i ekonomiści traktują swoje modele bardzo różnie: psychologowie definiują zakres ich zastosowań ostrożnie i bardzo precyzyjnie. Czynią to, aby uniknąć łatwego obalenia swoich teorii lub aby ułatwić replikację ich wyników. Kahneman twierdził, że ekonomista — w odróżnieniu od psychologa — uważa swój model za przydatny dla szerszej gamy problemów decyzyjnych podobnych do pierwotnego problemu z modelu. Dlaczego więc te dwie dyscypliny posługują się rozumowaniem formalnym w tak różny sposób?

Odpowiedzi na te wszystkie pytania — już wkrótce.

Wykorzystana grafika to “Wodospad” autorstwa M. C. Eschera (zdjęcie wykonane przez Andréia Bohnera).


  1. I zapewne wielu innych naukowców i przedstawicieli życia publicznego. 

  2. Przy — co najmniej — co drugim wpisie. 

  3. Gilboa Itzhak., Andrew Postlewaite, Larry Samuelson i David Schmeidler, 2012. “Economic Models as Analogies.” Economic Journal,  124 (578): F513–F533 

  4. Friedman Milton, The Methodology of Positive Economics [w:] Essays in Positive Economics, 1953, s. 3–43.