Kogo pytać o radę? Che Y., N. Kartik, "Opinions as incentives", 2009

Dziś będzie o szukaniu porady i o tym, dlaczego warto przy podejmowaniu decyzji wyjść poza bezpieczne kółko wzajemnej adoracji.

W podejmowaniu trudnych decyzji często szukamy ekspertów, którzy wspomogą nas swoimi informacjami. Zajmiemy się dziś prostym modelem wyboru doradcy, zaproponowanym przez Che i Kartika (2009)1, w sytuacji, gdy możliwi pomocnicy różnią się opinią, ale łączy ich wspólny (z naszym) cel. Przykładowo, generał i jego doradcy muszą zadecydować, jak poprowadzić bitwę, przy czym wszyscy zgadzają się, że powinna zostać wybrana strategia, która zminimalizuje straty (ludzkie lub finansowe), ale poszczególni oficerowie mają różne poglądy na – nieznaną przecież – liczebność, wyposażenie i wolę walki przeciwnika.

Mój osobisty przykład z ostatniego roku to poszukiwanie najlepszych metod wychowawczych przez świeżo upieczonych rodziców. Wszyscy otaczający młodą mamę doradcy: dziadkowie, ciocie, pediatrzy i napotkane na ulicy staruszki – mogą mieć nawet wspólne preferencje – dobro dziecka – a nawet wspólne poglądy na właściwe w danej sytuacji decyzje (np. jeśli dziecku jest zimno, trzeba mu nałożyć skarpetki). Nadal mogą się jednak nie zgadzać w ocenie, na ile prawdopodobne jest to, że dziecię marznie, jest głodne, czy zmęczone2.

Dlaczego w ogóle mielibyśmy szukać właściwego eksperta, zamiast wybrać go losowo? Tu pojawia się kluczowe założenie Cho i Kartika: osoby odmienne poglądowo będą chciały szukać argumentów, by nas przekonać. Innymi słowy, będą chciały podjąć trud,3 aby znaleźć informacje, które mają nas skłonić do podjęcia właściwej – według nich – decyzji. Ponadto, przekazane decydentowi informacje muszą być z założenia prawdziwe, choć nie muszą być kompletne. To, ile z pozyskanej wiedzy ujawnić decydentowi jest częścią strategii doradcy i determinantą “siły argumentu”.

I tu problem wyboru światopoglądu eksperta robi się ciekawy. Z jednej strony, doradcy o podobnych jak my zapatrywaniach nie czują potrzeby szukać argumentów, by nas przekonać – korzystając z ich usług pozbawiamy się zatem możliwości uzyskania informacji. Z drugiej strony, osoby o bardzo odmiennych poglądach będą celowo manipulować siłą argumentu, ukrywając część wiedzy, którą zdobyli. Optymalne zatem jest wybranie doradcy, którego poglądy a priori rozmijają się z naszymi… ale nie za dużo. Taka osoba musi poszukać argumentów, by nas przekonać, ale nie będzie zbyt mocno manipulowała zdobytą wiedzą. Proste? Proste. Piękne? Ba!

Zanim zaczniemy stosować tę regułę w życiu codziennym, wspomnę tylko jeszcze króciutko o rozszerzeniach modelu. Po pierwsze, jeśli nasi doradcy mają odmienne preferencje, wówczas motywacja do zdobywania informacji może ulec zmniejszeniu. Po drugie, jeśli zamiast pytania o radę, pozwolimy doradcy samemu podjąć decyzję, wyżej wymieniona motywacja znika zupełnie.

Czytelniku, jeśli zatem szukasz doradcy4, wybierz kogoś, z kim się (trochę) nie zgadzasz. Zmuś eksperta do szukania argumentów. Upewnij się, że macie wspólne cele. A na końcu – koniecznie! – zdecyduj sam.5


  1. Yeon-Koo Che, Navin Kartik, “Opinions as incentives”, Journal of Political Economy, 2009 

  2. Podobieństwo do prawdziwej sytuacji jest zamierzone. 

  3. =koszt 

  4. I jesteś zainteresowany faktyczną radą, a nie utwierdzeniem się we własnych poglądach. 😉  

  5. Ten wniosek dedykuję wszystkim młodym mamom. 🙂