Klątwa dobroczynnego rządu

Klątwa dobroczynnego rządu Netzer N., F. Scheuer, "Competitive Markets without Commitment", 2010

Ile wart jest rząd, który zawsze pomoże w potrzebie? Nick Netzer i Florian Scheuer sugerują, że niewiele1. W skonstruowanym przez nich przykładzie konkurencyjny rynek prowadzi do sytuacji lepszej w sensie Pareto2 od tego, co jest w stanie uzyskać opiekuńczy rząd. Jedyną różnicą między rządem a rynkiem są preferencje: egalitarny rząd dba o dobrobyt społeczny, a firmy na rynku dbają jedynie o zyski. Netzer i Scheuer stworzyli ekonomiczny odpowiednik powiedzenia o piekle wybrukowanym dobrymi chęciami.

Rozpatrzmy kraj zamieszkały przez dwa rodzaje ludzi: sportowców i słabeuszy3. Różnią się tylko zdrowiem: sportowcy chorują na grypę rzadziej niż słabeusze, choć jak już złapią wirusa, to wszyscy cierpią tak samo. Co robi dobrotliwy rząd, który nie wie, kto jest wysportowany?  Jeśli rząd dba tak samo o słabeuszy i sportowców, zaoferuje im wspólne ubezpieczenie zdrowotne, które zrówna ich dobrobyt. Jeśli natomiast rząd troszczy bardziej o słabszych, wówczas zaoferuje dwa zestawy ubezpieczenia zdrowotnego: jeden zaprojektowany dla sportowców, drugi dla słabeuszy, i pozwala ludziom wybrać, który im bardziej odpowiada. Ubezpieczenie dla słabeuszy jest bardzo hojne, gdy ci zapadają na grypę. Prowadzi to do sytuacji, w której to sportowcy osiągają niższy dobrobyt niż słabeusze. Rząd jest skłonny wspierać chorych tak bardzo, że dobrze jest złapać grypę, a zdarza się to częściej słabeuszom. Sportowcy, choć są w kiepskiej sytuacji, nie zdecydują się jednak na zmianę ubezpieczenia na wersję dla słabeuszy. Chorują zbyt rzadko, by im się to opłacało.

Jak wyglądałby konkurencyjny rynek ubezpieczeń? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ istnieje wiele koncepcji jak modelować konkurencję w gospodarkach z asymetrią informacji. Zamiast więc skupiać się na jednej definicji, autorzy opisali jakie są cechy wspólne różnych alokacji rynkowych. Na rynku byłoby wielu konkurujących ubezpieczycieli, którzy w pogoni za zyskiem wykradaliby sobie klientów. Sportowcy na pewno mieliby się lepiej niż słabeusze. Gdyby było  inaczej, od razu znalazłaby się firma gotowa zaoferować sportowcowi lepsze warunki, gdyż mogłaby na tym zarobić. Sportowcy chorują rzadziej, zatem ubezpieczanie ich jest mniej kosztowne. Słabeusze też nie byliby ciemiężeni. W najgorszym wypadku otrzymaliby pełne i zbilansowane ubezpieczenie od grypy. Oznacza to, że dobrobyt słabeusza w zdrowiu i w chorobie jest identyczny, oraz że składki zdrowych słabeuszy w pełni finansują świadczenia dla słabeuszy z grypą. Z kolei w najlepszym wypadku słabeusze byliby na dodatek subsydiowani przez sportowców4.

Jak na razie rząd nie radzi sobie źle. Sportowcy wolą rynek, ale słabeusze mają się zdecydowanie lepiej pod opieką rządu. Nie sposób jest jednoznacznie stwierdzić, która alokacja jest lepsza. Zatem Netzer i Scheuer dodają dodatkowy etap gry: decyzję o uprawianiu sportu za młodu. Zakładamy, że sport jest bolesny i nie sprawia żadnej przyjemności, a jedynie poprawia stan zdrowia na resztę życia. Ponadto sport jednym przychodzi łatwiej niż drugim5.

Kto zdecyduje się uprawiać sport, wiedząc, jak rząd traktuje sportowców? Nikt. A skoro braknie sportowców, rząd nie będzie miał od kogo redystrybuować. W kraju słabeuszy, rząd zaoferuje im co najwyżej pełne i zbilansowane ubezpieczenie zdrowotne. Natomiast doskonale konkurencyjny rynek daje wiele bodźców do uprawiania sportu. Każdy, kto zdecyduje się uprawiać sport, będzie miał się lepiej niż w alokacji rządowej – w przeciwnym wypadku pozostałby słabeuszem. Co więcej nikt, kto pozostaniem słabeuszem, nie będzie miał się gorzej niż pod opieką rządu. Rynek w najgorszym wypadku oferuje dokładnie takie samo ubezpieczenie co rząd. W skrócie: konkurencyjny rynek wygrywa w sensie Pareto z rządem.

Uważni czytelnicy pewnie już piszą w komentarzach, że pominąłem jedno niezwykle ważne założenie. I mają rację. Nie wspomniałem o tym, że ani rząd, ani rynek nie są w stanie wiarygodnie obiecać młodym, jakie ubezpieczenie zdrowotne zaoferują im w przyszłości. Młodzi to wiedzą i żadnym obietnicom nie ufają, przewidując, że ubezpieczyciele będą się zachowywać zgodnie ze swoimi preferencjami: rząd będzie redystrybuował, a rynek maksymalizował zyski. Gdyby rząd był w stanie zobowiązać się do konkretnych działań w przyszłości, na pewno nie dałby się pobić rynkowi. Ale wówczas Netzer i Scheuer nie osiągnęliby tak zaskakującego rezultatu: w gospodarce najeżonej asymetrią informacji6 i brakiem zobowiązań konkurencyjny rynek dominuje w sensie Pareto alokację rządową.

Odrobina krytyki: autorzy skonstruowali model bardzo ciekawy, ale niekoniecznie wiarygodny. Rząd, redystrybuując od sportowców do słabeuszy, jest w stanie sprawić, że ci pierwsi mają się gorzej niż ci drudzy. Dlaczego zatem sportowcy nie zarażą się grypą i nie wybiorą ubezpieczenia dla słabeuszy? W klasycznym modelu redystrybucji dochodu, o którym pisałem jakiś czas temu, rząd nie jest w stanie kompletnie zniszczyć bodźców do wysiłku, gdyż sportowcy (produktywni w modelu Mirrleesa) w zaczną udawać słabeuszy (mniej produktywnych) i będą to robić na tyle dobrze, że osiągną wyższy poziom dobrobytu.

Czy jest to na pewno wpis o konfrontacji rządu i rynku? Zamieńmy w powyższym tekście słowo „rząd” słowem „monopolista”, i wszystko wciąż będzie miało sens. Netzer i Scheuer pokazują, że niezależnie jak przyjazny wydaje się być nasz pryncypał, czasem lepiej jest się zdać na dyscyplinę konkurencji.

PS W ikonie notki Odyseusz, który potrafi to, czego nie potrafi rząd: zobowiązać się. Odyseusz wie, że usłyszawszy śpiew syren zmieni kurs i popłynie w ich kierunku, więc zawczasu przywiązuje się do masztu. Na tym obrazie (autorstwa  Herberta Jamesa Drapera) syreny dopadły go tak czy inaczej. Ciekawe, czy śpiewały mu ładniej niż Jessie Ware?


  1. Nick Netzer, Florian Scheuer (2010) “Competitive Markets without Commitment,” Journal of Political Economy, University of Chicago Press, vol. 118(6), pages 1079 – 1109. 

  2. Sytuacja A jest lepsza w sensie Pareto niż sytuacja B, jeśli nikt nie traci, a niektórzy zyskują na zmianie z B na A. 

  3. Autorzy nazywają ich dobrymi i złymi, ale ja takie etykiety rezerwuję na model z trzema rodzajami agentów, którzy noszą ostrogi. 

  4. Dlaczego nie pojawi się inna firma, która wykradnie sportowców i uratuje ich przed płaceniem subsydiów dla słabeuszy? Jest to magia równowagi Miyazakiego-Wilsona, o której będę musiał kiedyś tu napisać. 

  5. Co może być argumentem za tym, żeby rząd dbał bardziej o słabeuszy. Słabeuszami zostają ludzie, którym trudniej jest uprawiać sport. 

  6. Wybór uprawiania sportu za młodu prowadzi do pokusy nadużycia (ang. moral hazard), a niemożność rozróżnienia słabeuszy i sportowców to problem negatywnej selekcji.