Ekonomiczny sens Ulicy Sezamkowej

Ekonomiczny sens Ulicy Sezamkowej Kearney M.S., P. B. Levine, "Early Childhood Education by MOOC: Lessons from Sesame Street," 2015.

W dzisiejszych czasach do dobrego tonu należy nieustanne kształcenie się, dbanie o własny rozwój etc. Szczególnie, że wiedza jest dziś dostępna jak nigdy dotąd, można przebierać i wybierać, od klasycznej Wikipedii po coraz bardziej odjechane kursy na platformie Coursera – chociaż nadal nie bardzo wiadomo, jaka jest wartość dodana takich inicjatyw masowych1. Z drugiej strony mamy trend zaprzęgania dzieci do wyścigu edukacyjnego coraz wcześniej i coraz intensywniej. Jest też ciśnienie na badanie2 i wyrównanie szans edukacyjnych wszystkim dzieciom3.

Dzisiejszy wpis jest pochodną obu tych tematów. Melissa Kearney oraz Phillip B. Levine w swoim artykule4 omawiają efekty Ulicy Sezamkowej.  Została  ona wymyślona jako narzędzie, które miało na celu wesprzeć gotowość szkolną dzieci, szczególnie tych z gorszym startem w życie5. Program miał za zadanie zapoznać dzieci z kolorami, kształtami, literami6, liczbami i trudnymi słowami7. Nadawana była od 1969 roku. Była znacznie tańszym rozwiązaniem w stosunku do programu Head Start, chociaż adresowała znacznie węższy zakres potrzeb dzieci.

Autorzy artykułu analizują wpływ muppetów na wczesne wyniki edukacyjne dzieci, ich karierę szkolną oraz to, jak sobie poradziły na rynku pracy. Zadanie dość karkołomne, bo jak po latach sprawdzić kto spędzał poranki przed telewizorem? I co właściwie jesteśmy w stanie zmierzyć?

Wpływ Ulicy na gotowość szkolną dzieci był analizowany jeszcze w latach 70. Efekty były lepsze niż się spodziewano – popularność programu była ogromna8, a dzieci były lepiej przygotowane do wejścia w amerykański system edukacyjny. Niestety nie sposób obecnie odtworzyć, co stało się z badanymi wówczas dziećmi. Mimo to autorzy podejmują się odtworzenia tamtych wyników – i to z powodzeniem. Z tym, że nie badają oni samej czynności oglądania, a jedynie “narażenie” na możliwość oglądania9. Autorzy sprawdzają czy wraz ze wzrostem prawdopodobieństwa odbioru sygnału (pokrycia danego obszaru i gospodarstwa domowego sygnałem telewizyjnym) wzrastały wyniki edukacyjne dzieci. Aby uniezależnić efekt pokrycia sygnałem od sytuacji ekonomicznej rodzin, w których wychowywały się badane dzieci, autorzy wykorzystali zmienną instrumentalną będącą miarą odległości potencjalnych odbiorców programu od anten telewizyjnych nadających w zakresie fal decymetrowych (VKF), czyli o lepszej jakości, lub fal ultrakrótkich (UKF), nieco gorszych10. Pod uwagę brane były dzieci, które w roku 1969 miały lat 6, a zatem były rocznikiem rozpoczynającym edukację rok po emisji. Czyli były pierwszą kohortą objętą oddziaływaniem programu. Porównywane są z ówczesnymi ośmiolatkami, które wiedzę serwowaną przez Elma i innych zdążyły nabyć w szkole, zanim rozpoczęła się emisja programu.

Dzieci, które przed rozpoczęciem edkuacji szkolnej mieszkały na terenach objetych silniejszym sygnałem telewizyjnym przeciętnie lepiej radziły sobie w szkole. Kearney i Levine w oparciu o szereg różnych zbiorów danych11 rozszerzają swoją analizę o dalsze losy dzieci, które miały możliwość oglądania Ciasteczkowego Potwora przed pójściem do szkoły – rzadziej powtarzały klasy. Autorzy pokazują też nieznaczny poztywyny wpływ Erniego i Berta na wynagrodzenia, ale proponowana strategia identyfikacyjna trzyma się na przysłowiowe słowo honoru12. Autorzy sygnalizują też, że Ulica daje dobry start, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów na dalszych etapach edukacji i nie jest w stanie zastąpić wszystkich programów edukacyjnych.

W podsumowaniu chciałabym serdecznie polecić czytelnikom zajrzenie do źródła – czyli do omawianego artykułu. Znajdziecie tam cały kontekst powstania i funkcjonowania Ulicy Sezamkowej, co da Wam okazję westchnąć nad jakością obecnej oferty telewizyjnej. Będziecie też mieli okazję przeczytać jak to było z telewizją analogową. I odetchnąć z ulgą, że macie dostęp do internetu. Oczywiście polecam też fragmenty programów na YouTube, na przykład ten albo ten.


  1. Massive Open Online Courses (MOOCs).  

  2. Zainteresowani mogą się przekopać przez wyniki i raporty Instytutu Badań Edukacyjnych

  3. Co jest samo w sobie świetnym pomysłem. A najciekawsza jest w nim ewaluacja stosowanych metod, ale to akurat skrzywienie autorki wpisu. 

  4. Melissa S. Kearney, Phillip B. Levine, “Early Childhood Education by MOOC: Lessons from Sesame Street”, NBER Working Paper 21229, National Bureau of Economic Research (2015). 

  5. Niestety nie wszystkie dzieci mają dobre warunki rozwoju w swoim rodzinnym domu, zarówno pod względem materialnym jak i zaangażowania rodziców lub prawnych opiekunów. 

  6. W polskiej wersji językowej wprowadzenie nowej literki zaczynało się od: “Dzisiejszy program sponsoruje literka k”. Klasykiem jest piosenka alfabetowa

  7. Na przykład: konfliktzbadać albo rozdzielić

  8. Zgodnie z wielkościami przytoczonymi przez autorów, w roku 1971 Wielki Ptak i spółka mieli większą oglądalność wśród przedszkolaków (33-41%) niż obecnie wśród dorosłych Super Bowl (około 33% gospodarstw domowych). 

  9. Dla bardziej zainteresowanych: ITT

  10. Przy okazji coś dla wielbicieli Tadeusza Sznuka: https://www.youtube.com/watch?v=lDutn9IJpr0 

  11. Autorzy wykorzystują dane ze spisów powszechnych: Census 1980, 1990 i 2000. Przyporządkowują im dane z Nielsen Rating oraz TV Factbook z lat 1968/69  według podziału administracyjnego. Poprawność konstrukcji próby sprawdzają przez porównanie z danymi National Longitudinal Survey of Youth (NLSY79) i wnioskują o możliwych zjawiskach migracyjnych. 

  12. Wytrwałych odsyłam do tekstu. Bardzo wytrwałych. Jest o wszystkim: migracjach, mniejszościach narodowych, brakujących obserwacjach, selekcji, okolicach sąsiedzkich i absolutnie wszystkim co mogło pójść nie tak i sztuczkach autorów, żeby te niedogodności obejść. To miał być artykuł łatwy, lekki i przyjemny jak Ulica Sezamkowa!