Czy bogatych stać na dzieci?

Czy bogatych stać na dzieci? Becker G.S., Lewis H.G., "Interaction between quantity and quality of children", 1973

Zapytałam Najlepszego Męża, jak sprawić, by mój blog miał więcej czytelników. Odpowiedział, żebym zamiast o artykułach naukowych, pisała o dzieciach. Cóż, mikroekonomii porzucać nie zamierzam, ale jak mają być dzieci, to będą dzieci. A jak dzieci, to zaczniemy od klasyki, czyli Gary’ego Beckera.

Gary Becker, laureat “ekonomicznej nagrody Nobla”1, był jednym z pionierów analizy mikroekonomicznej zachowań, które do tamtej pory wydawały się zupełnie nieekonomiczne: dyskryminacji rasowej, przestępczości, małżeństw i rozwodów, a także rozrodczości. I choć dziś modele decyzji rodzinnych zaproponowane przez Beckera mogą się wydać zbyt proste2, to przynajmniej wśród mikroekonomistów zapoczątkowały rewolucję myślenia i modelowania.

Czemu decydujemy się mieć dzieci? Jeszcze 150 lat temu można było powiedzieć, że dzieci to tania siła robocza w gospodarstwie, ale dziś, w tzw. cywilizowanym świecie potomstwo z pewnością nie rozpatrywane jako źródło dochodu (wręcz przeciwnie!). Dziś można raczej postulować, że mamy dzieci, bo po prostu… dają nam one szczęście. Podobnie naszą radość z życia zwiększają np. luksusowe samochody, czy piękne meble3.

Z dobrami zwiększającymi szczęście jest na ogół tak, że im jesteśmy bogatsi, tym chcemy ich więcej. Stąd nawet jeśli mamy już Aston Martina, to chętnie zakupimy jeszcze drugiego. Albo czterdziestego. Z dziećmi na ogół tak nie jest, a nawet na ogół bywa odwrotnie – zamożniejsze rodziny mają mniej dzieci niż te mniej zamożne. Jak to wyjaśnić? Takie zadanie postawili sobie Gary Becker i H. Gregg Lewis (1973)4. I postulują, że cały problem z potomstwem jest taki, że sami sobie ustalamy jego “cenę”. A przy założeniu, że wszystkie swoje dzieci rodzice traktują podobnie, wysoki koszt progenitury może blokować decyzję o kolejnym potomku. I mimo iż teoretycznie więcej dzieci daje nam więcej szczęścia, to często liczbę wolimy zamienić w “jakość” potomstwa – tu rozumianą po prostu jako koszty związane z wychowaniem5.

Rozważmy prosty przykład: rodzice jedynaka z Miasteczka Wilanów rozważają, czy zdecydować się na kolejne dziecko. Obecnie prywatne przedszkole synka kosztuje 1500 zł miesięcznie, więc ewentualne pomnożenie tego przez dwa byłoby poważnym nadwyrężeniem domowego budżetu. Ale idzie ku lepszemu – mama dostaje 200 zł podwyżki. Nie jest to kwota, która kompletnie zmieni życie naszych wilanowian, ale na pewno można ją jakoś zagospodarować. A więc 50 zł idzie na karnet na siłkę, a pozostałe 150 zł – oczywiście na ukochanego jedynaka, któremu można sfinansować np. zajęcia chińskiego6. W efekcie “koszt” posiadania dziecka wzrósł o 150 zł i rodzinie, mimo wzrostu dochodów, będzie trudniej zdecydować się na drugie dziecko. Paradoks?

Oprócz kosztu finansowego istnieje jeszcze jeden, może najistotniejszy koszt potomstwa: czas. Tu sprawa jest łatwiejsza: jeśli już zajmujemy się jednym dzieckiem, dodanie opieki nad drugim już nie jest tak bolesne7. Stąd chyba nieprzypadkiem jest tak, że najczęściej rodziny wielodzietne to takie, gdzie jedno z rodziców8 poświęca całkowicie czas dzieciom.

Becker i Lewis nie zajmują się oceną normatywną. Nie jest zatem jasne, czy lepiej opłacić jednakowi przedszkole Montessori, czy mieć trójkę potomstwa w placówce publicznej. Pamiętajcie jednak, że wybór jest. I z tą optymistyczną myślą Was zostawiam, a sama wracam do inwestowania czasu w moją (jeszcze) jedynaczkę.

W poście wykorzystałam zdjęcie autorstwa Kitty DuKane, dostępne na licencji Creative Commons.


  1. Formalnie nazywa się to Nagroda Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii i nie jest jasne, czy sam Alfred Nobel byłby z tego zadowolony 😉  

  2. bo my, ludzie, jesteśmy tak skomplikowani, że łohoho, i żaden ekonomista nas nie opisze 

  3. oczywiście, jako rodzic, powinnam napisać, że dzieci to prawdziwe szczęście. Ale Aston Martin też podobno poprawia humor 

  4. Gary Becker, H. Gregg Lewis, “Interaction between quantity and quality of children”,Journal of Political Economy, 1973. 

  5. Uprzedzając gromy: “jakość” jest jedynie streszczeniem wyrażenia “nakłady finasowe bądź czasowe”, nie kategorią oceny. 

  6. francuski jest już passé 

  7. zamiast 20h pracy na dobę przy jednym, są 22h przy dwójce, więc prawie żadna różnica 😉  

  8. bardzo poprawnie politycznie to ujęłam