Cytrynki i wisienki

Cytrynki i wisienki Akerlof G., "The Market for 'Lemons':  Quality Uncertainty and the Market Mechanism", 1970

W zeszłym tygodniu blog był na wakacjach. W tym teoretycznie powinien wrócić, ale moja głowa chyba nadal wyleguje się w Jastarni. Wobec tego dziś będzie lekki i wakacyjny wpis w rozpoczętej przez mój ulubiony artykuł Aumanna serii artykułów klasycznych1. Na tapet2 weźmiemy sobie Akerlofa (1970)3.

Generalnie warto sięgnąć po oryginalny artykuł. To tylko 13 stron (wspominałam już, że w latach 70-tych ekonomia była piękna?), w zasadzie niemal bez matematyki4. Lektura akurat na czas oczekiwania na dwa gofry z bitą śmietaną. Ale jeśli akurat nie czekacie na gofry i w ogóle nie macie czasu na 13 stron ekonomicznego żargonu, to poprzestańmy na tej notce.

Kanoniczny przykład Akerlofa to rynek samochodów używanych, na którym występują samochody porządne – nazwiemy je wisienkami5 – oraz samochody kiepskie, czyli cytrynki. Sprzedawca – właściciel samochodu oczywiście wie, do której kategorii zalicza się jego fura. Kupujący wie tylko, że (określona) część samochodów jest niewarta kupna, natomiast nie jest w stanie “na oko” wyłuskać wisienki spośród cytryn.

Jeśli zatem strony transakcji nie dysponują stacją diagnostyczną, szwagrem-mechanikiem bądź innym sposobem na potwierdzenie jakości samochodu, na rynku zostaną oferty wyłącznie cytrynek. Intuicyjnie jest to jasne – jeśli kupujący spodziewa się, że czasem może trafić na gruchota, obniży swoją oferowaną cenę zakupu. A niska cena wypłoszy z rynku właścicieli słodkich wisienek. Jedynym plusem sytuacji jest redukcja niepewności po stronie kupującego, który już wie, z jakimi samochodami będzie miał do czynienia 😉

W skrajnym przypadku – gdy jakość oferowanych aut waha się od “cuda” po “wrak”, może nie dojść do żadnej transakcji. Najsłodsze wisienki zostaną wypchnięte z rynku przez zbyt niską średnią cenę. Brak wisienek spowoduje, że kupujący zrewidują swoje oczekiwania i obniżą oferty zakupu. To spowoduje odejście właścicieli kolejnych dobrych samochodów… i tak, kontynuując, z rynku zostaną wyrugowane wszystkie auta mające jakąkolwiek wartość.

Spotkałam się z pomysłem6, że prosty model Akerlofa pozwala wyjaśnić, czemu absolwentom studiów humanistycznych jest trudniej na rynku pracy niż np. inżynierom7. Otóż, o ile wiedza inżynierska jest “twarda” niczym wydruk ze stacji diagnostycznej, o tyle charakter studiów humanistycznych utrudnia w dużej mierze oddzielenie prawdziwych zdolniachów od tych mniej utalentowanych. W efekcie pracodawcy “uśredniają” propozycje wynagrodzeń dla humanistów, co sprawia, że wisienki rzucają dyplom w kąt i wyjeżdżają do Anglii. A na rynku zostają ci mniej zdolni, którzy jeszcze bardziej pogrążają i tak już nadszarpnięty wizerunek filozofa czy etnologa.

Czemu zatem uczelnie nie przywiązują większej wagi, by oddzielić wisienki od cytryn? Na to zagadnienie postaram się spojrzeć z zupełnie innej strony w przyszłym tygodniu. Do przeczytania!

W poście wykorzystałam zdjęcie autorstwa yuankuei, dostępne na licencji Creative Commons.


  1. Ha, nie zauważyliście, że zaczęłam serię? Są już dwa elementy, więc nazwa jest w pełni uzasadniona 

  2. nie mylić z tapetą 

  3. George Akerlof, “The Market for ‘Lemons’:  Quality Uncertainty and the Market Mechanism”, The Quarterly Journal of Economics, 1970 

  4. niestety, również bez piękna matematyki 

  5. w zależności od preferencji owocowych, mogą być również śliweczki bądź brzoskwinki 

  6. pozdrawiam Krzysia 

  7. żeby nie było, ekonomistom też wybitnie łatwo nie jest