Biedni majętni Kaplan, G.; G.L. Violante. “A Model Of The Consumption Response To Fiscal Stimulus Payments”, 2014

W kolejnej makroekonomicznej notce postaram się rozwinąć poprzedni wpis i dokładniej nakreślić różnice między nurtem starokeynesowskim a hipotezą permanentnego dochodu. Skupię się przy tym na ocenie skuteczności stymulacji podatkowej państwa. Interwencje tego typu są regularnie stosowane w czasie spowolnienia gospodarczego. Przykładowo, w czasie kryzysu finansowego spowodowanego bańką internetową w 2001 roku rząd Stanów Zjednoczonych starał się pobudzać gospodarkę, m.in. przez jednorazowe zwiększenie odpisów podatkowych. Każdy dorosły członek gospodarstwa domowego niezależnie od dochodu otrzymał jednorazowo 300 dolarów. Ponownie, w czasie Wielkiej Recesji (2007-2009) rząd zastosował podobny pakiet ratunkowy, z tą różnicą, że część gospodarstw otrzymała dodatkowe 300 dolarów również za każde dziecko. Łącznie koszt planu w 2008 roku był niemal trzykrotnie wyższy od tego z 2001 roku1. Tego typu instrumenty pobudzające wyróżnia efekt widoczny znacznie szybciej niż w przypadku innych, takich jak konsumpcja rządowa (np. budowa dróg, przedszkól, wydatki zbrojeniowe itp.) czy interwencje banku centralnego.

Skuteczność stymulacji podatkowej jest odmiennie oceniana w świetle różnych teorii makroekonomicznych. Według (staro)keynesistów konsumenci są krótkowzroczni w swoim planowaniu i ich (krańcowa) skłonność do konsumpcji jest wysoka; otrzymane dodatkowe środki natychmiastowo wydadzą na konsumpcję, zwiększając tym bieżący popyt na nowe dobra. Dodatkowa produkcja stworzy nowe (lub zachowa stare) miejsca pracy. Nowozatrudnieni pracownicy również zwiększą swoją konsumpcję i sami stworzą nowe miejsca pracy. W sposób mnożnikowy poziom produkcji w gospodarce wzrośnie. Hipoteza permanentnego dochodu jest mniej optymistyczna odnośnie do tego rodzaju interwencji. Podkreśla ona, że konsumenci są bardziej wyrafinowani w swoim działaniu. Chcąc redukować różnice w konsumpcji w całym cyklu swojego życia2 wydadzą tylko niewielką część w bieżącym okresie, a resztę przeznaczą na zwiększenie konsumpcji w przyszłości. W rezultacie natychmiastowy wpływ interwencji powinien być o wiele mniejszy niż przewidują to keynesiści.

Która teoria lepiej opisuje rzeczywistość? Skłonność do konsumpcji i sposób wydatkowania transferu zależy w dużej mierze od sytuacji finansowej gospodarstwa domowego. W nowoczesnej makroekonomii dotychczas podkreślano, że najwyższą skłonnością do konsumpcji cechują się gospodarstwa domowe, które osiągnęły swój maksymalny możliwy poziom zadłużenia i ledwo wiążą koniec z końcem. Gospodarstwa te wydają cały swój dochód i chętnie wzięłyby dodatkowo pożyczkę na jeszcze większą konsumpcję. Jest to jednak niemożliwe z powodu dotychczasowego niespłaconego zadłużenia z poprzednich okresów. Dla polityki makroekonomicznej państwa tego typu gospodarstwa żyjące od pierwszego do pierwszego najmocniej przyczyniają się do skuteczności pobudzania gospodarki. Powodem jest to, że zadłużone gospodarstwo domowe skonsumuje natychmiast o wiele większą część swojego dochodu niż gospodarstwa z lepszą sytuacją finansową. W Stanach Zjednoczonych szacuje się, że ok. 10% ludności ma ograniczony dostęp do kredytu. Dotychczasowe badania wskazywały jednak, że nie jest możliwe, aby tak mała populacja konsumentów mogła być odpowiedzialna za obserwowane skutki pobudzania gospodarki.

Dwóch amerykańskich ekonomistów – Giovani Luca Violante3 z Uniwersytetu Nowojorskiego oraz jego były doktorant Greg Kaplan, obecnie profesor na Uniwersytecie Princeton – znaleźli możliwe rozwiązanie zagadki. W lipcowym wydaniu pisma ekonomicznego Econometrica4 podzielili się odkryciem nowej grupy konsumentów z wysoką skłonnością do natychmiastowej konsumpcji dodatkowego dochodu. W przeciwieństwie jednak do poprzedniej grupy, ci konsumenci są całkiem majętni. Posiadają oni dom, samochód, środki na prywatnym koncie emerytalnym lub inwestycyjnym. Mimo stosunkowo wysokiego poziomu aktywów żyją od pierwszego do pierwszego, wydając cały swój dochód i nic nie oszczędzając. Gospodarstwa te chciałyby wydawać jeszcze więcej, lecz są ubogie w bieżącą konsumpcję. Źródłem tej -wydawać by się mogło – paradoksalnej sytuacji jest ograniczona płynność ich majątku. Chciałyby więcej konsumować, lecz spieniężenie posiadanych aktywów wiąże się z dodatkowymi wysokimi kosztami transakcyjnymi. Sprzedając mieszkanie muszą liczyć się z prowizją dla agenta nieruchomości. Wypłata z konta emerytalnego przed osiągnięciem odpowiedniego wieku wiąże się z dodatkowym podatkiem w wysokości 10%. W efekcie, gospodarstwa domowe przeznaczają dodatkowy nieoczekiwany dochód w przeważającej części na bieżącą konsumpcję. Autorzy wskazują, że 20% Amerykanów należy do nowej grupy – “bogatych przejadaczy”5. Łącznie w Stanach jest 38 milionów gospodarstw domowych, które należą do jednej z dwóch grup. To właśnie one odpowiadają w dużej mierze za skalę skuteczności pobudzania gospodarki w okresie kryzysu.

W nagrodę na zakończenie trochę hipsterskiego rocka prosto z miasta G.L. Violante.


  1. 38 miliardów dolarów w 2001 roku w stosunku do 100 miliardów dolarów w 2008. 

  2. Odsyłam do metafory “pączkowej” z mojego poprzedniego wpisu

  3. Prawdopodobnie jedyny ekonomista, którego można znaleźć we włoskim Vogue’u. Artykuł o jego mieszkaniu dostępny jest tutaj.  

  4. Kaplan, Greg; Giovani Luca Violante. “A Model Of The Consumption Response To Fiscal Stimulus Payments”. Econometrica 82.4 (2014): 1199-1239.  

  5. W artykule autorzy posługują się lepszym określeniem wealthy hand-to-mouth, które ciężko przetłumaczyć. Edit: propozycja tłumaczenia Krzyśka B. jest o wiele zgrabniejsza niż wykorzystani “biedni majętni”.