Bieda i klęska aspiracji Dalton P., S. Ghosal, A. Mani, "Poverty and Aspirations Failure", 2014

Skrzypaczka

Dziś na blogu artykuł poruszający delikatną kwestię ubóstwa i związanych z nim problemów społecznych. Tym samym wchodzimy na grząski grunt polityki. Ale cóż, raz się żyje, a artykuł jest wart odważnych kroków.

Polityka socjalna jest od zawsze gorącym tematem wojen ideologicznych. Nic dziwnego, bo pomysłów na formę i zasięg pomocy jest wiele. “Obrońcy ubogich” postulują zwiększenie pomocy finansowej dla osób o najniższych dochodach, twierdząc, że wsparcie materialne rozwiąże jeśli nie wszystkie, to przynajmniej najważniejsze problemy społeczne związane z biedą1. Polityczni liberałowie2 tymczasem podkreślają iż transfery socjalne są często nie tylko nieefektywne, ale nawet mogą pogłębiać problem, przez uzależnienie beneficjentów od pomocy społecznej i tworzenie “wyuczonej bezradności”. W liberalnym dyskursie przyczyn ubóstwa doszukuje się w cechach najuboższych, przypisując im lenistwo, czy brak ambicji. Czy jednak niemożność przeciwstawienia się biedzie jest przyczyną utknięcia w pułapce ubóstwa, czy też – na odwrót – ubóstwo sprawia, że normalne ludzkie słabości przyjmują karykaturalną formę bierności i braku aspiracji?

Dalton et al. (2014)3 proponują model, w którym ludzie różnią się tylko jedną cechą – początkowym dochodem – i pokazują, jak w takim środowisku może dojść do pojawienia się zaniżonych aspiracji u najuboższych. Innymi słowy, ograniczone ambicje edukacyjne czy zawodowe stają się skutkiem biedy, a nie jej przyczyną. Autorzy nazywają ten fenomen “klęską aspiracji”.

Model klęski aspiracji opiera się na trzech założeniach, wypływających – jak zapewniają autorzy4 – z ekonomii behawioralnej i obserwacji społecznych.

Po pierwsze, poziom aspiracji jest dla człowieka również punktem odniesienia w ocenie rzeczywistych osiągnięć. Doskonale to widać w kraju “aspirującym do Europy Zachodniej”, w którym mimo ogromnej poprawy dobrobytu5 na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza, powszechne jest narzekanie na dystans, dzielący nas od Niemiec czy Anglii.

Po drugie i trzecie, poziom aspiracji determinuje wysiłek włożony w ich osiągnięcie, ten zaś z kolei – na zasadzie sprzężenia zwrotnego – wzmacnia ambicje. Ale – uwaga! – decydent w momencie podejmowania decyzji o wysiłku, nie bierze pod uwagę sprzężenia zwrotnego, jaki wywoła ewentualny sukces bądź porażka. Choć w równowadze aspiracje i wysiłek są wyznaczane jako wspólne (dwuwymiarowe) rozwiązanie procesu decyzyjnego, to decydent postrzega problem jako jednowymiarowy wybór nakładów pracy – nie analizując, jak osiągnięty cel zmieni jego punkt odniesienia.

Jak wspomniałam, ludzie w modelu Daltona et al. nie różnią się żadnymi cechami, poza początkowym bogactwem. To jednak sprawia, że ich szanse powodzenia są nierówne – końcowe bogactwo zależy bowiem proporcjonalnie od początkowego jego poziomu i wysiłku jednostki. Innymi słowy, jeśli Antoni jest początkowo dwa razy biedniejszy od Barnaby, to aby doścignąć go w końcowym stanie majątku, musi dokonać dwa razy większego wysiłku. A wysiłek, jak wiadomo, boli6.

Kontynuując przykład, załóżmy, że początkowo Antoni i Barnaba mają ten sam poziom aspiracji i muszą podjąć decyzję o wysiłku, który chcą włożyć w ich osiągnięcie. Ponieważ dla Antoniego wysiłek jest “bardziej bolesny”, włoży go mniej niż Barnaba. Faktyczne skromne osiągnięcia Antoniego sprawią, ze jego aspiracje życiowe spadną.

Oczywiście, w świetle założenia, że “biedni mają w życiu trudniej”, nie ma w tym nic dziwnego, że aspiracje Antoniego będą niższe niż Barnaby – w końcu ze skromnym majątkiem początkowym musi się naprawdę natrudzić, by go sensownie pomnożyć. Problem w tym, że na skutek zmiany punktu odniesienia, aspiracje Antoniego będą zbyt niskie, jak na jego możliwości. To sprawia, że Antoni ma większą niż Barnaba szansę wpaść w pułapkę biedy, kiedy zarówno jego ambicje, jak i wysiłek, będą minimalne.

Model Daltona et al. oczywiście nie pretenduje do precyzyjnego opisu rzeczywistości, prezentując zamiast tego prosty7 mechanizm, jak spadek stopy życiowej i ambicji mogą się wzajemnie napędzać. Autorzy sugerują zatem, że pomoc społeczna może być bardziej efektywna, jeśli wraz z pomocą materialną pomoże się najuboższym rozwinąć drzemiące ambicje. Co więcej, w świetle wyników modelu, w niektórych sytuacjach w ucieczce z pułapki biedy może pomóc samo zwiększenie aspiracji. Budującym przykładem tego typu pomocy jest wenezuelski program edukacyjny El Sistema, dzięki któremu dzieci z ubogich rodzin8 dostają możliwość nauki gry na instrumencie i występów w orkiestrze. Istniejący od prawie 40 lat program nie tylko wychował kilku artystów światowego formatu, ale również – a może przede wszystkim – pomógł tysiącom dzieci wydostać się z pułapki kiepskiego wykształcenia, dziedzicznej biedy i braku perspektyw. W Polsce w podobnej misji “zmiany punktu odniesienia” kibicuję stowarzyszeniu Piękne Anioły, które zajmuje się urządzaniem pokoi dla najbardziej potrzebujących dzieci.

Na taki system pomocy zgodzą się nawet wolnorynkowcy!

W poście wykorzystałam zdjęcie autorstwa patrik429, dostępne na licencji Creative Commons.


  1. Zazwyczaj, niestety, nie ma chętnych na finansowanie tej pomocy. 

  2. Przy okazji dementuję popularny stereotyp: nie każdy ekonomista jest liberałem. Serio! 

  3. Patricio S. Dalton, Sayantan Ghosal, Anandi Mani, “Poverty and Aspirations Failure”, The Economic Journal, 2014 (w druku)  

  4. A ja im wierzę, bo podpierają się literaturą 😉  

  5. Tu pewnie zostanę zalana świętym oburzeniem, że wygłaszam stwierdzenia niepoparte danymi, a poza tym ten dobrobyt to chyba u lemingów. Na szybko odsyłam do wskaźników obiektywnych np. HDI bądź subiektywnych np. w Diagnozie Społecznej 

  6. albo, jak wolą mówić ekonomiści, zmniejsza użyteczność 

  7. ok, nie taki prosty… 

  8. Program w zasadzie skierowany jest do wszystkich dzieci, bez względu na zamożność, ale organizatorzy kładą specjalny nacisk na pomoc w najbiedniejszych i najniebezpieczniejszych dzielnicach.